Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/094

Ta strona została uwierzytelniona.

— Patkiewicz!... stójże... Już idą... — zawołał pan Maleski.
— Niech cię dyabli porwą!... — wybuchnął pan Patkiewicz. — Ty zawsze musisz mnie skompromitować.
Usłyszawszy jednak hałas w bramie, zawrócił się i jeszcze raz pokazał nieboszczyka... Wirskiemu!...
To już młodych ludzi ostatecznie zdetonowało; więc poszli do domu bardzo rozgniewani na siebie i każdy inną stroną ulicy.
Nimeśmy jednak dopędzili ich dorożkami, już znowu szli razem i ukłonili się nam z wielką galanteryą.





III.
Pamiętnik starego subjekta.

Wiem ja, dlaczego tak szeroko rozpisałem się o sprawie pani Stawskiej; oto dlaczego...
Na świecie jest dużo niedowiarków i ja sam bywam czasami niedowiarkiem i wątpię o Opatrzności boskiej. Nieraz też, kiedy źle idą polityczne interesa, albo kiedy patrzę na nędzę ludzką i na tryumfy łajdaków (jeżeli taki wyraz wolno wymawiać), nieraz myślę sobie: