Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/135

Ta strona została uwierzytelniona.
IV.
Damy i kobiety.

W minionym karnawale i w bieżącym wielkim poście, fortuna po raz trzeci czy czwarty, znowu łaskawem okiem spojrzała na dom pana Łęckiego.
Jego salony były pełne gości, a do przedpokoju sypały się bilety wizytowe, jak śnieg. I znowu pan Tomasz znalazł się w tej szczęśliwej pozycyi, że nietylko miał kogo przyjmować, ale nawet mógł robić wybór pomiędzy odwiedzającymi.
— Pewnie już niedługo umrę — mówił nieraz do córki. — Mam jednak tę satysfakcyą, że ludzie ocenili mnie choć przed śmiercią.
Panna Izabela słuchała tego z uśmiechem. Nie chciała rozpraszać ojcowskich złudzeń, ale była pewna, że rój wizytujących, jej składa hołdy — nie ojcu.
Wszakże pan Niwiński, najwykwintniejszy aranżer, najczęściej z nią tańczył, nie z ojcem. Pan Malborg, wzór dobrych manier i wyrocznia mody, z nią rozmawiał, nie z ojcem, a pan Szastalski, przyjaciel poprzedzających, nie przez ojca, tylko przez nią czuł się nieszczęśliwym i niepocieszonym. Pan Szastalski wyraźnie jej to oświadczył, a chociaż sam nie był ani najwykwintniejszym tancerzem jak pan Niwiński, ani wyrocznią mody, jak pan Malborg, był jednak przyjacielem panów: Niwiń-