Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/076

Ta strona została uwierzytelniona.

— No, a jakże będzie z piętnastoma rublami, które miałeś kolega dać na ubogich w razie przypomnienia sobie kwestji?
— Ehe, to tylko była ozdoba stylowa! — odparł z najpiękniejszym uśmiechem mecenas. — Do zobaczenia!


V
JESZCZE OPOWIADANIE AUTORA.

Los, który interesuje się widocznie piśmiennictwem, zdarzył, że siedząc przy drugim stoliku w cukierni, wysłuchałem opowiadań jurystów. Zainteresowały mnie one w wysokim stopniu; a ponieważ ze szczegółów tych chciałem zrobić przynajmniej trzytomową powieść, postanowiłem więc od osób lepiej poinformowanych zasięgnąć dokładniejszych objaśnień. W tym celu, wystarawszy się o stosowne rekomendacje, poszedłem naprzód do mecenasa.
— Czy pan mecenas dobrodziej nie raczyłbyś mi dać objaśnień o samobójcy Stefanie, który się powiesił na cmentarzu?
— O Stefanie?... Ja wiem tylko o samobójcy, który się powiesił po pogrzebie Chapandrowicza starszego. No, ale ten nazywał się Franciszek...
— Aha! bardzo dziękuję panu mecenasowi.
— Powiesił się na własnym pasku, w przystępie melancholji dnia...
Udałem się zkolei do adwokata, myśląc, że dzięki przemianie Stefana we Franciszka, powieść moja zredukuje się do dwu tomów.
— Czy nie mógłbyś mi pan mecenas dobrodziej — rzekłem zkolei do adwokata — udzielić bliższych informacyj o Marji, która zmarła w szpitalu?...
— Mówiono mi już o tem — odparł adwokat — żeś pan słyszał moje opowiadanie. Otóż resztę szczegółów zostawiam pańskiej twórczości, ja bowiem, przy moich zajęciach...
— Więc postać Marji?...