Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/222

Ta strona została uwierzytelniona.
XIV.


Karol, służący hrabiego, rzeczywiście po całym parku szukał lekarza, starannie jednak unikając miejsc, z których dochodziły głosy męskie. Tym sposobem wierny kamerdyner nietylko spełnił obowiązek, ale i trochę się przeszedł. W niebie przebaczą mu te manewry, gdyż hrabia był nudny i przez całą dobę potrzebował czyjegoś towarzystwa, opieki, usług, a choćby tylko rozmowy.
Spostrzegłszy nareszcie Płótnickiego, Karol lekko uchylił miękkiego kapelusza i rzekł, krygując się, a w przesadny sposób wymawiając wyrazy:
— Pan hrabia życzy sobie widzieć pana doktora, ponieważ czuje się niedysponowany.
— No, przecież obiad mu nie zaszkodził?
— Obiad nie sądzę, ale pan hrabia nieco konwersował z panienkami — cedził, uśmiechając się, Karol.
— Dobrze! — przerwał lekarz. — Teraz Karol może się przejść, ale w ciągu godziny proszę być zpowrotem.
Karol znowu skłonił się w sposób życzliwie poufały i zawrócił w głąb parku. Gdy zaś, obejrzawszy się, sprawdził, że nie widać Płótnickiego, wyjął z kieszeni rękawiczki, z których tylko jedną włożył a drugą zatrzymał w ręku, następnie wydobył z kamizelki binokle i wsadził je na nos. Potem założył ręce za plecy, trochę zgarbił się, pochylił głowę na prawo i przypatrując się drzewom, cedził:
— Wcale ładna rezydencja... zaczyna mi się podobać...
A ponieważ miał bladą twarz, małą bródkę i blond wąsiki