Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/245

Ta strona została uwierzytelniona.

Twarz hrabiego zajaśniała najpiękniejszemi blaskami radości.
— Lekarstwo? — zapytał ze słodkim uśmiechem. — Homeopatja?
— Nie homeopatja. Pigułki małe, ponieważ zawierają silny narkotyk. Po upływie kilku minut nie pozna się pan hrabia.
— Co?... tylko dwie pigułeczki, takie malutkie? — zawołał hrabia, połykając dwa białe ziarnka. — Słodkie?... Czy to ich smak naturalny?... Niech-no mi pan da jeszcze...
— Ani jednej! Chciałbym panu hrabiemu w taki sposób wydzielać je, ażeby i za dziesięć lat jeszcze wystarczały do uspokojenia go dwie, trzy pigułki naraz.
— A co to za narkotyk? — pytał hrabia ciekawie.
— Przepraszam, ale tego nie powiem. Gdy mi jednak pan hrabia da dymisję, zostawię memu następcy receptę i wskażę fabrykanta. Pan pigułek nie będzie miał w rękach; pacjentom nie daje się takich środków.
Hrabia miał minę dziecka, które zabiera się do płaczu.
— Doktór mści się — rzekł — za tego... za tego niby stypendystę.
— Poco miałbym się mścić? Przecie pan hrabia ostatecznie zadecydował, że chłopak otrzyma dwa tysiące rubli w pięciu ratach rocznych...
Kajetanowicz krzywił się i targał włosy.
— Dwa tysiące rubli — mówił — bagatela!... Pan chyba nie wie, w jakiem ja strasznem jestem położeniu? Musimy oszczędzać, jeżeli Turzyce mają być wykupione i sprawy Klejnotu uregulowane. Turzyce chaos!... Klejnot drugi chaos!... A tymczasem Klejnot od trzech wieków jest w posiadaniu naszych rodzin, a w Turzycach są nawet groby! Tam przecie leży wojewoda Joachim i biskup Marcin Kajetanowicz... Takich pamiątek nie zostawia się w rękach aferzysty... I właśnie w podobnej chwili każe mi pan płacić stypendja! Dwa tysiące rubli!