Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/204

Ta strona została uwierzytelniona.

Darmo młody zwycięzca wszystkich sił dobywa:
Krwią barwi się wędzidło, dęba staje grzywa,
Ba, mówią, że widziano — ludzie przysiąc mogą —
Boga, jak bok spieniony żgał koniom ostrogą!
Poprzez skały, rozłogi, blady strach je goni,
Oś trzeszczy, pęka wreszcie, lejc wikła się w dłoni,
Już w kawałki rozbrysnął się wóz potrzaskany,
On sam na ziemię pada w cugle zaplątany.
Daruj, panie, mą boleść: to straszne wspomnienie
Wiecznie z mych oczu będzie toczyć łez strumienie.
Widziałem twego syna, jak — o straszna męko! —
Wlekły go konie, własną wykarmione ręką!
Woła: na nowo parę płoszy rozhukaną;
Pędzą: niebawem ciało jego jedną raną;
Naszym lamentem, krzykiem, napełnia się niwa.
Wreszcie się uspakaja ich furja straszliwa;
Wstrzymują się opodal mogił starodawnych,
Gdzie leżą zimne szczątki przodków jego sławnych.
Biegniemy: straż, dworzanie za mną; ja na przedzie:
Slad jego krwi szlachetnej niechybnie nas wiedzie;
Głaz się nią barwi; głogi przydrożne i trawy
Włosów jego odartych strzęp dźwigają krwawy.
Przybywam, wołam, syn twój otwiera powieki,
Zanim mu śmierć niebawem zamknie je na wieki:
„Ginę niewinnie, rzecze boleściwym głosem.
„Po mym zgonie, Arycji chciej się zająć losem.
„A jeśli kiedyś ojciec mój, prawdę przejrzawszy,
„Na syna smutną pamięć wzrok zwróci łaskawszy,
„Aby ukoić krew mą i cień mój żałosny,
„Niechaj się losom branki okaże litosny;
„Niech jej wróci...“ To mówiąc, bohater już kona;
Łachman ciała skrwawiony tulą me ramiona:
Biedne ciało, na którem gniew bogów się znaczy,
Po stokroć godny przedmiot ojcowskiej rozpaczy.