Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/418

Ta strona została uwierzytelniona.

w harfę Dawida nad brzegiem tegoż strumienia, wpodle którego Ossjan dobywał jęku ze swej harfy...
Starożytna i śmiejąca Italja ukazała mi tłum swych arcydzieł. Z jakąż świętą i poetycką grozą błądziłem po tych rozległych budowlach, poświęconych przez sztukę religji! Co za labirynt kolumn! Jakie szeregi arkad i sklepień! Jakże piękne są szmery które słyszy się dokoła tych kopuł, podobne do hałasu fal w Oceanie, do szeptu wiatrów w lasach lub do głosu Boga w świątyni! Architekt buduje, można powiedzieć, myśli poety, i czyni je dotykalnemi zmysłom.
Mimo to, czegóż nauczyłem się aż dotąd z tylą mozołu? Nic pewnego u starożytnych, nic pięknego u współczesnych. Przeszłość i teraźniejszość, to dwa niezupełne posągi: jeden wydobyto pokaleczony od uszkodzeń wieków, drugi nie osiągnął jeszcze swej przyszłej doskonałości...
...Niebawem, uczułem się bardziej samotny w ojczyźnie, niż wprzód na obcej ziemi. Chciałem się rzucić na jakiś czas w wir świata, świata który był mi zupełnie obcy i nie rozumiał mnie. Dusza moja, nie zużyta jeszcze żadną namiętnością, szukała przedmiotu przywiązania; ale spostrzegłem, iż daję więcej niż otrzymuję. Nie podniosłego języka ani też głębokiego uczucia żądano ode mnie. Bawiłem się jeno zdrabnianiem swego życia, aby je zrównać z poziomem otoczenia. Uważany wszędzie za „romantyczną głowę“, wstydząc się roli jaką odgrywam, zmierżony coraz to więcej wszystkiem i wszystkimi, postanowiłem usunąć się w jakiś kąt miasta, aby tam żyć zupełnie ustronnie.
Zrazu znalazłem przyjemność w tem pokątnem i niezawisłem życiu. Nieznany, poruszałem się w tłumie, w owej rozległej pustyni ludzkiej.
Często, przysiadłszy w jakimś mało uczęszczanym kościele, spędzałem godziny całe na dumaniach. Widziałem biedne kobiety, jak przychodziły padać na twarz w obliczu Najwyższego, lub grzeszników klękających