Strona:PL Bronisława Ostrowska - Bohaterski miś.djvu/091

Ta strona została uwierzytelniona.




Teraz więc jechałem na dalszym taborze w objęciach Zosi, która ze zdumiewającą łatwością przyzwyczaiła się do nowego życia.
Stała się odrazu ulubienicą wszystkich. Każdy przynosił jej, co miał najlepszego, a najmilszą rozrywką żołnierza w taborze było odwiedzanie Zosi.
Sam Komendant, dostrzegłszy kiedyś małą w przejeździe, zatrzymał się i długą chwilę głaskał jej jasną główkę.
Wszystko jednak, niestety, miało się prędko skończyć. W tych dniach jadący do Krakowa lekarz miał zabrać z sobą Zosię i umieścić u jakichś znajomych. Drżałem na myśl o tem.
Mała nie rozstawała się ze mną nigdy. Przypomniałem sobie wszystkie figle dawnych lat, aby tylko nie miała czasu myśleć o przeszłych smutkach, ani patrzeć na otaczającą nas grozę.
Legiony broniły odwrotu armii.
Tabor cofał się już w grzmocie nieustającej kanonady: to het, za nami, tam, gdzie nasi chłopcy trzymali stracone pozycye, — wrzało piekło.
Jechaliśmy sznurem przez las. Noc zapadała.
Byłem ponury i smutny. Gryzł mię niepokój o Nich. Przeczuwałem coś złego.
Wszyscy byli przemęczeni. Mimo huku strzałów i wstrząśnień jazdy, Zosia drzemała. Usłano jej specyalne gniazdko pod płócienną budą i leżała tam sobie zwinięta w kłębek, nie wypuszczając mię z rąk ani na chwilę.
Zrobiło się ciemno. Noc była chmurna, ciężka. Co chwila dalekie race i pociski świetlne rozjaśniały niebo.