Strona:PL Bronte - Villette.djvu/144

Ta strona została uwierzytelniona.

— Ale, jeśli kocha on panią tak bardzo, jak pani mówi, a w końcu okaże się, że nic z tego nie będzie, unieszczęśliwi go pani przecież.
— Rozumie się, że złamie mu to serce. Byłabym urażona i rozczarowana, gdyby mu nie złamało.
— Wie pani, myślę, że ten pani Izydor musi być głupi.
— Tak, jest głupi, na punkcie miłości swojej dla mnie. Ale pod każdym innym względem jest mądry, à ce qu‘on dit[1]. Pani Cholmondeley uważa go za nadzwyczaj mądrego; mówi, że dzięki uzdolnieniom swoim na pewno wybije się rychło i pójdzie w górę; co się mnie tyczy, wiem to jedynie, że w mojej obecności nie robi nic innego, tylko wzdycha wciąż i wzdycha i przewraca oczami. Mogę owinąć go sobie dokoła mojego małego palca.

Pragnąc zyskać jakieś bardziej określone pojęcie o tym szalejącym z miłości panu „Izydorze“, którego stanowisko wydawało mi się mocno niepewne, prosiłam pannę Fanshave, aby opisała mi bliżej jego osobę. Nie potrafiła wszelako dać mi wyraźnego jego obrazu: brakło jej odpowiednich słów i określeń, jak również zdolności logicznego wiązania ich, aby złożyć się mogły na plastyczną całość. Opis jej sprawiał nawet takie wrażenie, jak gdyby nie zdołała należycie przyjrzeć się swojemu wielbicielowi: nic w jego wyglądzie, żaden z jego rysów, nic z gry wyrazu jego twarzy nie dotarło trwale do jej serca, nie pozostawiło na stałe śladu w jej pamięci. Wszystko, co potrafiła o nim powiedzieć, streszczało się w zapewnieniu, że jest „beau, mais plutôt bel homme, que joli garçon[2]. Cierpliwość moja mogłaby rychło wyczerpać się i zainteresowanie moje osłabłoby przy słuchaniu jej, gdyby nie jeden wzgląd tylko. Wszelkie rzuca-

  1. O ile mówią.
  2. Piękny, ale jest raczej pięknym mężczyzną, niż ładnym chłopcem.
134