Strona:PL Bronte - Villette.djvu/19

Ta strona została uwierzytelniona.

taniem gazety wieczornej, a ja szyłam. Noc była burzliwa i słotna, deszcz siekł o szyby, wiatr dął nieustannie, zawodząc żałośnie.
„Biedne dziecko!“ — wzdychała pani Bretton od czasu do czasu. — Jaka okropna pogoda do podróżowania! Chciałabym, aby znalazła się już bezpiecznie tutaj.“
Na krótko przed dziesiątą jęknął dzwonek przy drzwiach wejściowych oznajmiając powrót Warrena (tak nazywał się wysłany po małą służący). Jak tylko zdążono otworzyć drzwi na dole, zbiegłam do hallu, gdzie stał już kufer oraz kilka pudeł tekturowych, przy nich młoda piastunka, zaś u podnóża schodów Warren, niosący na rękach i tulący do siebie jakiś poowijany w szale tłomoczek.
— Czy to jest przywiezione dziecko? — zapytałam.
— Tak, proszę panienki.
Chciałam odwinąć szale, aby zobaczyć twarz małej, pośpiesznie jednak odwróciła ją ona i ukryła na ramieniu Warrena.
— Proszę mnie spuścić na podłogę — szepnęło dziecko cichutkim głosikiem w chwili, kiedy Warren otwierał drzwi salonu — i zdjąć ze mnie ten szal — dodało, usiłując równocześnie wyciągnąć maleńką rączką szpilkę, przytrzymującą szal, aby z rodzajem kapryśnego pośpiechu, zrzucić z siebie niezdarne opatulenie. Istotka, która wyłoniła się z pod niego, zrobiła umiejętną próbę złożenia szala, okazał się on jednak zbyt ciężki i wielki, aby mogła mu sprostać siła drobniuchnych rączek i ramion.
— Proszę to dać Harriet — rozkazała maleńka — już ona złoży go jak trzeba.
Po wydaniu tego rozporządzenia zwróciła się ku pani Bretton, w której twarzy utkwiła badawcze spojrzenie.
— Chodź, kochanie — zachęciła pani Bretton. — Muszę zobaczyć czy nie przemokłaś i nie przeziębłaś. Chodź, ogrzejesz się przy kominku.
Dziecko pośpieszyło na to wezwanie. Uwolniona z opatulenia figurka jej okazała się niepomiernie drobna, zarazem zgrabniuchna, lekka jak piórko, przedziwnie

9