Strona:PL Bronte - Villette.djvu/537

Ta strona została uwierzytelniona.

dał w tej chwili! Kiedy Paulina podniosła oczy na jego powitanie, spotkało się jej spojrzenie z jego spojrzeniem, pełnym ognia, a zarazem powściągliwym; zaróżowienie jego twarzy, kiedy zwracał się do niej, było na wpół rozpromienieniem. Stał przed mą onieśmielony zarazem i odważny, uległy i nie narzucający się, a jednak nieugięty w dążeniu do celu, jaki sobie nakreślił, i jakiemu poświęcił się z całym zapałem. Wystarczyło mi jedno rzucenie okiem, aby od razu stwierdzić to wszystko z niezawodną pewnością. Nie miałam czasu na dalsze obserwacje, chociażby nawet nie brakło mi ochoty po temu. Było już późno; my obie: ja i Ginevra, powinnyśmy były właściwie znajdować się już na Rue Fossette. Podniosłam się i złożyłam życzenia dobrej nocy mojej matce chrzestnej i panu de Bassompierre.
Nie wiem, czy profesor Emanuel zauważył niechętne moje przyjmowanie żartobliwych docinków doktora Brettona, czy może też dostrzegł wyraz cierpienia w moich oczach oraz to, że na ogół wieczór ten nie był widocznie jednym nieustannym pasmem rozkoszy dla płochej, uganiającej się za zabawami mademoiselle Lucie, faktem było wszelako, że w chwili, kiedy wychodziłam z pokoju, zatrzymał mnie i zapytał, czy mam kogoś, kto mógłby odprowadzić mnie do domu. Z zapytaniem tym zwrócił się tonem uprzejmym, a nawet usprawiedliwiającym się poniekąd i żałującym poprzedniego swojego wybuchu. Nie na wiele jednak zdało się to: nie byłam zdolna, w zamian za jedno dobre słówko, puścić przedwcześnie w niepamięć jego obraźliwe znalezienie się wobec mnie. Nigdy dotychczas nie rozgniewała mnie tak poważnie jego szorstkość i nie zmroziła do tego stopnia jego gwałtowność; to co powiedział tego wieczora, uważałam za nie dający niczym usprawiedliwić się wyskok. Uważałam za konieczne zaznaczyć w jakiś sposób, z lekka chociażby, wielkie moje niezadowolenie z jego sposobu zachowania się, zbyłam go też lakoniczną odpowiedzią:
— Nie zbraknie mi towarzystwa w drodze powrotnej.

149