Strona:PL Bronte - Villette.djvu/677

Ta strona została uwierzytelniona.

Większą część nocy, jaka nastąpiła po owym dniu, spędziłam na rozmyślaniu o ostatniej mojej rozmowie z nim. Pragnęłam, aby jak najprędzej nastąpił już ranek, czekałam na pierwsze rozbrzmienie dzwonu, po czym, wstawszy i ubrawszy się, odmówiłam modlitwy i spożyłam powoli śniadanie, ociągając się z dokonywaniem wszystkich czynności, aż wreszcie doczekałam się godziny, wyznaczonej na lekcję literatury. Pragnęłam zyskać dokładniejszą świadomość, na czym miał polegać ów sojusz braterstwa; przekonać się, ile zdradzi Monsieur Paul zachowaniem swoim uczuć brata przy ponownym naszym spotkaniu, a także ile okaże się uczuć siostrzanych we własnym moim sercu; uświadomić sobie, czy zdobędziemy się oboje na dostateczną odwagę szczerości wzajemnej, ja — siostry, on — brata.
Przyszedł. Życie tak się układa, że fakty nie są nigdy, nie mogą być nigdy tym, czego się po nich spodziewamy. Nie są do tego dostosowane. Przez cały ten dzień nie zbliżył się Monsieur Paul ani razu do mnie. Wykład jego odbył się spokojniej bodaj niż zazwyczaj, wypowiedziany łagodniej, zarazem też poważniej. Profesor był bardziej ojcowski w stosunku do swoich słuchaczek, nie był wszelako braterski w stosunku do mnie. Oczekiwałam jeśli nie słowa, zwróconego bezpośrednio do mnie, to przynajmniej skierowanego w moją stronę uśmiechu, zanim wyjdzie z klasy — nie nastąpiło nic podobnego. Pożegnał mnie pospiesznym, jak gdyby onieśmielonym skinieniem głowy.
Przypuszczałam, że ta powściągliwość była przypadkowa, bezwiedna; uważałam, że muszę uzbroić się w cierpliwość, a minie ona. Nie minęła; trwała w ciągu szeregu dni; wzmogła się nawet. Pokonałam moje zdziwienie, usiłując uporać się z innymi uczuciami, jakie zaczynały budzić się we mnie.
Pytałam go, co prawda, w chwili, kiedy zapewniał mnie o swoich uczuciach braterskich, czy będę mogła polegać na nim, on jednak, znając niewątpliwie dobrze samego siebie, powstrzymał się od dania mi jakichkolwiek

289