Strona:PL Bronte - Villette.djvu/747

Ta strona została uwierzytelniona.

znajome twarze. Poprzez zwartą ciżbę mógł on toczyć się bardzo wolno zaledwie; rącze konie z trudnościa dawały powstrzymać się w swoim rozpędzie. Mogłam dobrze rozróżnić twarze siedzących w powozie, którzy nie mogli jednak mnie widzieć, a w każdym razie poznać, tak mocno byłam okutana w swój szal i tak szczelnie osłonięta wielką moją pasterą (w pstrym tym tłumie nie raził żaden strój i nie wydawał się dziwaczny). Dostrzegłam hrabiego de Bassompierre, moją matkę chrzestną, pięknie ustrojoną, dostojną i pogodną ;dostrzegłam także Paulinę de Bassompierre, promieniejącą potrójną aureolą: urody, młodości i szczęścia. Patrząc na rozradowaną jej twarz, na oczy błyszczące zadowoleniem, trudno było zwrócić uwagę na odświętną wytworność zdobiącej ją toalety; wiem tylko, że opływające ją draperie sukni były śnieżnie białe, niczym ślubna szata oblubienicy. Naprzeciwko niej siedział Graham Bretton; blask twarzy i całej postaci Pauliny wywołany był wpatrywaniem się jej w niego — promienność jej oczu czerpała światło z jego źrenic, w których rozpalało się ono nasampierw.
Osobliwą przyjemność sprawiało mi przyglądanie się przyjaciołom moim, nie będąc przez nich widzianą; śledziłam ich też wzrokiem aż do wrót parku, jak sądziłam. Obserwowałam ich wysiadających (pojazdy nie były wpuszczane) pośród nowych, zgoła nieprzewidzianych wspaniałości. Patrzcie, oto wrota żelazne, pomiędzy dwiema kamiennymi kolumnami, spiętymi klamrą ognistego łuku, utworzonego z nagromadzonych gęstym szeregiem gwiazd świetlnych. Posuwałam się w ślad za przyjaciółmi moimi ostrożnie pod tym łukiem. Gdzie znaleźli się oni, i gdzie znalazłam się ja?
W krainie zaczarowanej, w najprzepyszniejszym ogrodzie, na polanie usianej barwnymi meteorami, w lesie skrzącym się purpurowymi, rubinowymi i złotymi ogniami, niby klejnotami pstrzącymi ulistwienie. Była to kraina, utworzona nie z drzew i cienia, ale z najdziwaczniejszego bogactwa architektoniki — z ołtarzy i świątyń, z obelisków, piramid i sfinksów; trudne do wiary, aby sym-

359