Strona:PL Bronte - Villette.djvu/780

Ta strona została uwierzytelniona.

jednej jedynej Lucy Snowe, która nie mogła zapomnieć, że, celem ułatwienia niezwykłej eskapady, zasuwa wielkich drzwi frontowych została leciutko pchnięta, a same drzwi zamknięte wprawdzie, ale nie zatarasowane należycie i nie zabezpieczone. Lucy przypomniała sobie także uwożący młodą parę powóz, który przejechał pędem z grzmiącym turkotem kół po nierównym bruku, jak również zagadkową sygnalizację powiewaniem z okna powozu białą chusteczką.
Na podstawie tych danych oraz paru jeszcze innych niedostępnych dla nikogo prócz mnie jednej tylko, mogłam wyciągnąć decydujący wniosek: był to niewątpliwy wypadek potrwania. Przeświadczona moralnie o niezbitej prawdzie tego faktu, uważałam za właściwe, widząc głębokie stropienie i szczerą udrękę Madame Beck, podzielić się z nią moim przekonaniem. Wspomniawszy o zalotach pana de Hamala, stwierdziłam, będąc zresztą z góry pewną tego, że Madame była w zupełności au fait — świadoma — całej sprawy i że dawno już przeprowadziła długą, szczegółową dyskusję na ten temat z panią Cholmondeley, złożywszy na barki godnej damy całą odpowiedzialność co do niemiłej tej afery. I teraz też zwróciła się nade wszystko do niej i do pana de Bassompierre, jako do finansującego pobyt Ginevry na pensji.
Jak się okazało, był Hôtel Crécy powiadomiony o tym, co zaszło. Ginevra napisała do kuzynki swojej, Pauliny, wzmiankując niewyraźnie o swoim zamiarze zamążpójścia; podobnie brzmiące zawiadomienia nadeszły również od rodziny pana de Hamala. Pan de Bassompierre był już na tropie uciekinierów. Przychwycił ich jednak za późno.
Tego samego tygodnia jeszcze przyniosła mi poczta list. Sądzę, że najlepiej zrobię, przytaczając dosłownie jego treść, jako że zawiera on wyjaśnienia niejednego ciemnego dotychczas punktu:

„Drogi mój stary Tymie (skrót Tymona). Znikłam, jak widzi pani, i nie ma po mnie śladu. Zamiarem Alfreda i moim od samego początku było pobrać się w ten

392