Strona:PL Bronte - Villette.djvu/86

Ta strona została uwierzytelniona.

przybywania pasażerów na statek o tej godzinie, skłonna, jak zdawało się, do potraktowania mnie niezbyt uprzejmie. Dziwną miała twarz — taką przystojną, a zarazem taką zuchwałą i samolubną!
— Trudno; teraz, kiedy jestem już na pokładzie, pozostanę tu, oczywiście — odpowiedziałam. — Poproszę panią o łaskawe wskazanie mi mojej kabiny.
Zastosowała się, acz z wyraźną niechęcią, do mojej prośby. Zdjęłam kapelusz ustawiłam moje rzeczy i położyłam się. Miałam już za sobą szereg trudności, przy których pokonaniu odniosłam do pewnego stopnia zwycięstwo. Moja bezdomność i brak bezpiecznej ostoi w życiu mogły znów na krótki przeciąg czasu przestać mnie dręczyć. Dopóki „Iskra“ nie zarzuci kotwicy w przystani, nie będę zmuszona zdobywać się na żaden dalszy krok. Potem jednak... O, nie byłam w stanie myśleć co nastąpi potem. Wyczerpana, oszołomiona, leżałam w półśnie, czy w półodrętwięniu.
Stewardka gadała przez całą noc; nie ze mną, ale z młodym stewardem, który, jak się okazało, był jej synem, łudząco do niej podobnym. Wchodził do kabiny i wychodził nieustannie: dysputowali, kłócili się i znów godzili się, powtarzając to niezliczone razy w ciągu nocy. Powiedziała mu, że pisze list do domu — do ojca swojego — i odczytywała głośno synowi ustępy tego listu, nie zwracając najmniejszej uwagi na mnie, jak gdybym była martwą kłodą: przypuszczała prawdopodobnie, że śpię. Niektóre z tych odczytywanych głośno ustępów zawierały tajemnice rodzinne, dotyczące zwłaszcza niejakiej „Charlotty“, młodszej siostry, która, sądząc z brzmienia listu, była w przede dniu zawarcia romantycznego, nierozważnego związku: starsza niewiasta protestowała z głośnym oburzeniem przeciwko ohydnemu postępkowi młodszej. Syn wyśmiewał szyderczo ton korespondencji matki, ona zaś wściekle broniła zajętego przez siebie stanowiska. Osobliwą tworzyli parę. Matka mogła mieć co najwyżej trzydzieści dziewięć lub czterdzieści lat i musiała być kwitnącą, urodziwą dziewoją, mając lat dwa-

76