Przepowiednia ta ziściła się zupełnie. Chwila kary nadeszła; byłem najnieszczęśliwszym z ludzi. Oddalony o kilkaset mil od ojczystéj ziemi, niewolnik nawpół dzikich Mahometanów, bez pociechy i wszelkiéj pozbawiony nadziei, oddawałem się strasznéj rozpaczy. A jednakże był to dopiéro początek moich cierpień: inne dolegliwsze nierównie nieszczęścia czekały mię w przyszłości, jak się o tém miły czytelniku w dalszém opowiadaniu przekonasz.
Nowy mój pan nie był wcale rozbójnikiem z professyi, ale bogatym magnatem maurytańskim. Wysyłał on okręty na zdobycz, bo mu to korzyść przynosiło, a korsarstwo u Maurów niebyło wcale hańbiącą sprawą, ale czemś bohaterskiém, rycerskiém. Więc sami nawet członkowie rodziny sułtańskiéj wysyłali statki na chwytanie i łupienie psów chrześciańskich[1], a pan mój wielką fortunę na tych wyprawach zrobił.
- ↑ Jestto pogardliwy przydomek, nadawany chrześcianom przez fanatycznych Mahometanów.