Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/101

Ta strona została uwierzytelniona.

łymi drogę, czémżebym się obronił? To dało mi dużo do myślenia i już o mało nie porzuciłem zamiaru podróży, lecz zastanowiwszy się dobrze, rzekłem sobie:
— Robinsonku, nie bądźno leniuchem; pieczone gołąbki nie przyjdą same do gąbki. Kto nie ryzykuje, nic nie ma; jeżeli ci potrzeba kapelusza, obówia, torby i broni, to je zrób. Wszak pierwotni ludzie bez wszelkiéj pomocy różne wynalazki musieli robić, a ty przecie przypatrywałeś się wszelkim rzemiosłom i prędzéj sobie poradzić potrafisz. Daléj do roboty, nie trać czasu napróżno!
I zacząłem rozważać: na zrobienie torby trzeba było płótna, ale widywałem ja w Anglii torby rybackie bardzo misternie ze szpagatu plecione. Płótna nie było, ale sznurki możeby się i dały zrobić.
Przypomniałem sobie iż zaprawiając szczelinę nad grotą, nie mało użyłem trudów z przełamywaniem liści bananowych. Miały one w pośrodku nadzwyczaj mocny nerw, tak że chcąc go przerwać pokaleczyłem sobie palce i dopiéro dokazałem tego nożem.
Uzbierałem więc znaczny zapas liści, poobcinałem blaszki, a nerwy układałem na kupę; lecz gdy przyszło kręcić z nich sznurki, pokazało się że były za sztywne i za grube.
Wówczas przypomniałem sobie, że włościanki w okolicach Hull moczą łodygi konopiane w wodzie dla zmiękczenia, a następnie międlą je i czeszą. Zamoczyłem więc cały pęk nerwów bananowych w strumyku, poprzyciskawszy je kamieniami, a tymczasem wziąłem się do robienia kapelusza.
Jeżeli nerwy pizangowych liści były za twarde na sznurki, to za to dały się daleko lepiéj splatać, aniżeli gałązki wierzbowe. Trwalsze od słomy, delikatniejsze od wikliny,