Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/113

Ta strona została uwierzytelniona.

Ha trudno, musiałem wziąść się do nauki; odtąd po całych dniach odbywało się strzelanie. Zapaliłem się niezmiernie i strzelałem bez odetchnienia, chcąc pokonać niezręczność moją. Po trzech dniach już mi się udawało trafiać w pnie drzewne, a po paru tygodniach takiéj nabrałem wprawy, że o pięćdziesiąt kroków trafiałem w cel nie większy od dłoni.

Pierwszą ofiarą méj zręczności była papuga, któréj przestrzeliłem skrzydło. Żyła jeszcze kiedym ją podniósł; chciałem ją dobić, ale wyjąwszy strzałę z rany, ujrzałem że ma tylko skrzydło strzaskane; przytém tak żałośnie na mnie spoglądała, żem się nie mógł odważyć na odebranie jéj życia. Związałem zranione skrzydełko. Obłożyłem je mchem zwilżonym w wodzie, a biedna ptaszyna po kilku dniach przyszła do siebie. Przez czas choroby oswoiła się zupełnie, i nie opuszczała jaskini. Przyjemnie mi było mieć chociaż takiego towarzysza w samotności.
Zrobienie sieci poszło nierównie trudniéj: nie miałem wyobrażenia jak ją zacząć, nie widziałem nigdy jak robią ryba-