Strona:PL De Bury - Philobiblon.djvu/12

Ta strona została przepisana.

oleju gasną zupełnie. I pole, na wiosnę przystrojone kwieciem, usycha przede żniwami; pszenica zmienia się w zielsko, winograd w suchą gałąź; oliwka dziczeje; giną delikatne drzewiny, a ludzie, rzadkiemi obdarzeni zdolnościami i dzięki umysłowi swemu mogący być silnemi podporami kościoła, porzucają uczelnie i studja. Stworzonych ku sztukom wyzwolonym, do rozważania ksiąg świętych najlepiej przygotowanych, przyjacielskiej pozbawionych pomocy, odtrąca jedynie ubóstwo od czaszy, nektarem filozofji napełnionej, od czaszy, którą już byli do ust swych przyłożyli, a której posmak już tak potężnie ich zmienił i podniecił; pozbawieni środków, niezbędnych do życia, oddają się, iżby wyżyć mogli, rzemiosłom, dopuszczając się niby odstępstwa, zarówno niekorzystnego dla kościoła, jak i poniżającego dla kleru. W ten sposób kościół, matka nasza, dzieci płodzi poronione, niekształne wydaje owoce i gubi swe latorośle, które później mogłyby się stać obrońcami i bojownikami wiary. Ach, jak odrazu rwie się nić tkacza, gdy on zaledwie rozpoczął swe dzieło! Ach, jakże słońce widzi się zaciemnione w najjaśniejszym poranku! A gwiazda, poruszająca się naprzód, jakżeż zostaje naraz cofnięta i przybrawszy przyrodzenie meteoru gaśnie i znika! Azali jest coś smutniejszego dla rozważań pobożnego męża? Cóż godzi bardziej i głębiej w nasze miłosierdzie? I gdzież jest serce tak zimne, iżby na widok ten nie rozpłynęło się w łzach gorących? Z drugiej strony, opierając się na niedawnem doświadczeniu, miejmy to w pa-