Strona:PL De Montepin - Macocha.djvu/36

Ta strona została skorygowana.

Umierający zrobił wysiłek, ażeby się podnieść.
— Więc to jest dziecko... księże proboszczu?...
— Tak, mała dziewczynka.
— Czyście ją znaleźli idąc tutaj?
— Tak — odpowiedział ksiądz — znaleźliśmy ją w chatce Carona, gdzie matka ją porzuciła.
— Jakto! matka swe dziecko porzuciła! — zawołała Joanna — ach nieszczęsna... jak mogła podobny popełnić występek? — Cóż ksiądz proboszcz zamyśla uczynić z tem dzieckiem?... — zapytał umierający coraz więcej słabnącym głosem.
— Mam zamiar zabrać je z sobą na probostwo i zawiadomić władzę, jakim sposobem dziewczynka została znależoną, następnie postaram się wychować ją po chrześćjańsku, i choć po części zastąpić jej rodziców.
— W takim razie, książę proboszczu — mówił dalej Piotr — nic nie stoi na przeszkodzie, ażeby zawiadomić władzę, lecz zarazem oświadcz, że dziecko powierzone zostanie Joannie Madoux, mojej kochanej żonie, która ją będzie kochać i wychowywać jak własną córkę.
Promień radości przemknął po zapłakanej twarzy Joanny.
— Ach Piotrze — zawołała — więc ty byś chciał?
— Tak, chciałbym słyszeć, jeszcze przed śmiercią, że będziesz matką dla tego dziecięcia.