Strona:PL De Montepin - Macocha.djvu/87

Ta strona została skorygowana.
X.

Zapalił cygaro i szedł prowadząc z sobą rozmowę, której dalszego ciągu nie będziemy przytaczać.
Młody artysta miał usposobienie romantyczne ł wiele egzaltacji, która objawi, la się w nim czasem w tak wysokim stopniu, iż przyjaciele często śmieli się z niego i przepowiadali mu żartem mieszkanie w szpitalu warjatów.
Opuszczamy go teraz na chwilę i wprowadzamy czytelnika na ulicę Trudaine do mieszkania zajmowanego przez rodzinę Daumont. Niech się sam przekona, o ile informacje udzielone przez Bouleya, ajenta z ulicy Saint-Lazare, były prawdziwe.
Tylko co wybiła godzina dziesiąta wieczorem.
Właśnie przed kilku minutami, na rozkaz matki, Teresa opuściła rodziców by udać się na spoczynek.
Pan pomocnik naczelnika i jego żona z wyciągniętemi przez się nogami siedzieli przed kominkiem w fotelach naprzeciw siebie i... milczeli.
Robert Daumont, który przed kwadransem powrócił z kawiarni, palił fajkę, pani Eugenja z rękami skrzyżowanemi na piersiach, na pół przymkniętymi oczyma i wielką fałdą na czole, zadawała się być pogrążoną w rozmyślaniach równie głębokich, jak nie wesołych.
Nagle przerwała milczenie i nie zmieniając postawy, rzekła głosem suchym, prawie gniewnym:
— Czy wiesz, ile mię kosztuje wyekwipowanie Teresy