Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/18

Ta strona została uwierzytelniona.


Położyłem żądany podpis i adwokat schował starannie papier do swojej teki.
Wszystko to, jak się pan zapewne domyśla, zrobiło na mnie silne wrażenie. Nie mogłem i nie umiałem pozbyć się jakiegoś niewytłomaczonego niepokoju, jakichś dziwnych obaw, które mnie nawet w nocy budziły; w miarę jednak upływającego czasu, kiedy nic nadzwyczajnego nie zachodziło w naszem cichem, spokojnem życiu, uczucia te powoli zacierać się poczynały.
Stryj jednakże od tego czasu zmienił się bardzo. Jego zwykła mizantropia doszła do szczytu: po całych dniach siadywał w swoim pokoju zamknięty na klucz i zatarasowany, mając za jedyne towarzyszki fajkę i olbrzymią butelkę wódki, którą wypijał całą. Niekiedy tylko wpadał w jakiś szał niepokoju; biegał wtedy po domu i ogrodzie z rewolwerem, grożąc komuś niewidzialnemu, krzycząc, że nie boi się nikogo, nawet samego dyabła i że nie da się złapać, jak głupia owca w owczarni. Kiedy atak przechodził, wracał znowu do domu zgnębiony jak człowiek, który przed wyrzutami własnego sumienia ukryć się pragnie i wtedy czoło miał zwykle obfitym zroszone potem, choć dnie były nadzwyczaj chłodne.
Nie mogę nadużywać cierpliwości pana, pomijam więc szczegóły i śpieszę do końca.
Pewnej nocy wybiegł podczas takiego ataku z domu i nie wrócił już więcej.
Kiedyśmy go rano szukać zaczęli, znaleźliśmy go nad małym błotnistym stawem. Leżał górną połową ciała w wodzie. Ponieważ woda w stawie miała zaledwie dwie stopy głębokości, a na ciele stryja, ani w jego ubraniu nie było najmniejszych śladów jakiejkolwiek przemocy lub gwałtu, przeto nasz sąd przysięgłych orzekł, że było to samobójstwo w przystępie szału. Wszyscy zgodzili się na to orzeczenie, ja jednak odpierałem je wszelkiemi siłami duszy. Znając stryja, wiedziałem jak przy-