Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 08 - Pięć pestek z pomarańczy.pdf/20

Ta strona została uwierzytelniona.


okrzyk zdumienia wybiegł mu na usta. Spojrzałem na niego i ujrzałem go siedzącym nieruchomo nad otwartą kopertą, podczas kiedy na dłoni jego leżało pięć suchych pomarańczowych pestek. Dotychczas ojciec mój śmiał się zawsze z „bajeczki o pestkach pułkownika“, jak nazywał opowiadanie moje o przygodzie stryja, teraz jednak zapomniał o śmiechu i z bezmiernem zdumieniem wpatrywał się w nieoczekiwaną przesyłkę.
— Na Boga, co to ma znaczyć, Johnie? — wyjąkał wreszcie.
— To są owe trzy K., — rzekłem, czując, że serce bić mi przestaje.
— Prawda! — zawołał, odwracając kopertę. Ale, patrzaj, tu jeszcze coś napisano...
— Połóż papiery na kompasie — przeczytałem, zaglądając mu przez ramię.
— Co za papiery, na jakim kompasie?... — pytał mój ojciec, coraz mniej rozumiejąc.
— W ogrodzie, odrzekłem. Nie mamy tutaj innego. Co zaś do papierów, to obawiam się, że chodzi o te, które stryj spalił.
— Ach, tak, — szepnął mój ojciec, starając się opanować mimowolne wzruszenie.
Dziwne doprawdy, żyjemy w kraju niby cywilizowanym, a tego rodzaju przesyłki bezkarnie mogą być przesyłane. Skąd to przyszło?
— Z Dundee, — odrzekłem, spojrzawszy na stempel.
— Żart niesmaczny, — mruknął mój ojciec niechętnie. Co mnie obchodzą jakieś papiery i kompas. Najlepiej przestać o tem myśleć.
— Zrób, ojcze, to, czego od ciebie wymagają, zacząłem prosząco.
— I pozwól zakpić z siebie, nieprawdaż? Nic z tego, mój kochany!