Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 09 - Spuścizna rodowa.pdf/16

Ta strona została uwierzytelniona.


bo wyrodziła w nim nienasyconą ciekawość do rzeczy, które go obchodzić nie powinny. Ani podejrzewałem, jak daleko mogła go unieść ta namiętność, aż wypadek otworzył mi na to oczy.
Wspomniałem już, że dom był niewygodny, źle rozplanowany. W ostatnim tygodniu, a było to, jeśli mam być ścisły, we czwartek, nie mogłem spać w nocy, bo po kolacyi wypiłem filiżankę mocnej czarnej kawy. Przemęczyłem się do godziny drugiej w nocy, ale widząc, że sen nie nadchodzi, wstałem i zapaliłem świecę, żeby czytać zaczęty romans. Ponieważ jednak zostawiłem książkę w sali bilardowej, więc naciągnąwszy szlafrok udałem się po nią.
Żeby wejść do sali bilardowej, trzeba zejść o piętro niżej i przejść korytarz, który prowadzi do biblioteki i zbrojowni. Wyobraź pan sobie moje zdumienie, gdym ujrzał światło w bibliotece! Sam przed udaniem się spać zgasiłem tam lampę i zamknąłem drzwi. Sądziłem, że wdarli się tam złodzieje. Na ścianach korytarzów w Hurlstone wisi dużo starożytnej broni. Zdjąłem na chybił trafił ze ściany berdysz i skradając się na palcach zajrzałem przez drzwi niedomknięte. I zgadnij pan kogo ujrzałem? Bruntona we własnej osobie! Był całkiem ubrany, siedział na fotelu, trzymając na kolanach kartę papieru, podobną do mapy. Czoło podpierał rękami, jakby głęboko pogrążony w myślach.
Cienka świeca, postawiona na rogu stołu, rzucała słabe półświatło. Stałem w cieniu zdumiony, patrząc na swego sługę. Nagle wstał on, podszedł do biurka, otworzył szufladę i, wyjąwszy stamtąd arkusz papieru, wrócił na dawne swe miejsce zaczął z największą uwagą odczytywać ów papier przy świetle świecy. Oburzenie moje na widok obcego, który pozwala sobie tak przewracać w moich papierach rodzinnych, było tak wielkie, że postąpiłem gwałtownie ku niemu. Brunton podniósł głowę i ujrzawszy mnie zbladł ze strachu i ruchem błyskawicznym ukrył ów papier podobny do mapy pod ubranie.