Strona:PL Doyle - Szerlok Holmes - 09 - Spuścizna rodowa.pdf/21

Ta strona została uwierzytelniona.


koloru. Nic więcej ze stawu nie udało się nam wydostać. Choć robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, nie dowiedzieliśmy się nic ani o Bruntonie ani o Raheli Howells. Miejscowa policya nie wie, co robić. Słowem, przychodzę do pana, bo pan jeden możesz tu pomódz.
— Możesz sobie wyobrazić, Watsonie, z jaką ciekawością słuchałem tego dziwnego opowiadania i jak gorliwie starałem się odszukać nić, łączącą w jedno oddzielne zdarzenia.
Zarządzający zniknął, młoda dziewczyna również. Rahela kochała Bruntona; miłość jej później przeszła w nienawiść. Była ona z natury ognista i namiętna. Po zniknięciu Bruntona zdradzała gorączkowe podniecenie. To ona rzuciła do stawu worek z dziwną zawartością.
Wszystkie te czynniki trzeba brać pod uwagę, ale żaden z nich nie posiada wartości rozstrzygającej o sprawie. Jaki jest punkt wyjścia dla tych wszystkich zdarzeń? Oto co mi znaleźć należało.
— Panie Musgrave — rzekłem — muszę zobaczyć ów papier, do którego dobrał się Brunton, choć wiedział, że za to czeka go utrata miejsca.
— Tak zwany rytuał naszej rodziny to rękopis wysoce niedorzeczny. Nie posiada innej wartości nad to, że jest bardzo stary. Mam tu kopię pytań i odpowiedzi. Może pan zechce rzucić na to okiem.
Podał mi właśnie ten papier, który teraz masz przed sobą, Watsonie.
Dziwaczne pytania i odpowiedzi, którym podledz musiał każdy Musgrave po dojściu do pełnoletności dosłownie brzmiały:
P. — Do kogo to należy?
O. — Do tego, kogo już niema.
P. — Do kogo to będzie należyć?
O. — Do tego, który przyjdzie.