Strona:PL Dumas - Anioł Pitoux T1-2.djvu/593

Ta strona została skorygowana.

uwagi słuszne. Nazywacie mnie zdrajcą, że broń, o którą z gałązką oliwną w ręku prosiłem, odbieram za rozkazem rządu.
— Czemużeście mi jej dobrowolnie odmówili?
— Ja, księżę dobrodzieju, wolę rzekomo zdradzić mój, względem was obowiązek, niż podając wam rękę popierać kontr-rewolucję. Niech żyje ojczyzna!
Do broni! do broni!
Burmistrz uczynił do Ludwika znak podobny do tego jaki przedtem uczynił do księdza i powiedział:
— Dobrze! bardzo dobrze!
— Mowa ta w rzeczy samej piorunujące wywarła wrażenie, i na księdzu, i na reszcie zgromadzenia.
Burmistrz zniknął, dając pomocnikowi znak, aby pozostał.
Ten ostatni miał także ochotę się ulotnić, ale nieobecność dwóch głównych dygnitarzy miasteczka, byłaby dostrzeżoną.
Poszedł więc za żandarmami, którzy weszli za trzema gwardzistami, do muzeum.
Pitoux znał wszystkie jego zakątki, bo się tam wychował.
Sebastjan skacząc jak młody lew, pobiegł w ślady patrjotów.
Inne dzieci patrzyły zgłupiałe.
Ksiądz zaś otworzywszy drzwi od muzeum padł pół nieżywy z gniewu i wstydu — na pierwsze stojące krzesło.
Wszedłszy do zbrojowni dwaj towarzysze Ludwika chcieli wszystko łupić i rabować, ale przeszkodziła im szlachetna skromność wodza gwardji narodowej.
Ponieważ wszystkich podległych jego rozkazom żołnierzy, było trzydziestu trzech, kazał wziął trzydzieści trzy karabiny.
Ponieważ w ostatecznym jakim razie mogli być zmuszeni do strzelania, a Pitoux ostatnim być nie chciał, wziął więc dla siebie trzydziesty czwarty karabin, prawdziwie oficerski, krótszy i lżejszy od innych, który i do kuli i do śrutu się nadawał.
Oprócz tego wziął szpadę prostą, jak szpada pana de Lafayetta, należącą zapewne kiedyś do jakiego bohate-