Strona:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu/196

Ta strona została przepisana.

— Czy poprzestaniecie panowie na filiżance czokolady? zapytał.
— Ha! jeżeli nie znajdziemy nic innego.
— A więc proszę ze mną.
Poszliśmy za naszym przewodnikiem, krok w krok.
Zakręcił się koło rogu ulicy, i wszedł z pewnością nawyknienia do domu, którego nic nie odróżniało od innych domów.
Był to pewny rodzaj kawiarni.
Mężczyzna palił cygaro, kobieta grzała się u brasero. Ani jeden, ani druga, nie poruszyli się z miejsca.
Przewodnik nasz zbliżył się do brasero, skinąwszy na nas żebyśmy pozostali przy drzwiach, w kącie który część nas ukrywał przed oczyma naszych gospodarzy. Potém, niby sąsiad co przychodzi w odwiedziny, zaczął rozmowę, zapytał mężczyznę o jego zdrowiu, kobietę czy ma dzieci, zapalił na nowo o cygaro gospodarza swoje cygaro zgasłe; potém, stanąwszy na stopniu poufałości, jaki sądził za konieczny, ośmielił się zapytać:
— Czy nie możnaby, przypadkiem, dostać czokolady?
— Można, odpowiedział lakonicznie gospodarz.
Zbliżyliśmy się, znęceni odpowiedzią.