Strona:PL Dumas - Józef Balsamo.djvu/1442

Ta strona została przepisana.

— Ej! — mruknął Richelieu zniecierpliwiony — pamiętaj, że wtedy będziesz stanowczo zgubioną.
— Nie. Panna Andrea lubi mnie bardzo i ręczę, że wstawi się za mną do króla, i nic mi się nie stanie. Niech sobie Beausire robi, co mu się podoba.
Marszałek zagryzł usta.
— A ja ci mówię, Nicolino, żeś głupia; panna Andrea nie jest w tak dobrej komitywie z królem, ja zaś, w razie twego uporu, wydam cię natychmiast.
— O! o! nie jestem bynajmniej idjotką, usłucham dobrej rady, lecz mam własne zdanie!
— Pójdziesz więc do pana Beausire i opowiesz mu wszystko.
— Nie mogę uciekać!... Sam pan wspomniałeś przed chwilą, że panienka może się obudzić i zawołać na mnie.
Richelieu rozgniewał się na serjo, chłopka była mądrzejszą, niż sądził; udał jednak obojętność.
— Już i temu zaradziłem.
— Jakże można poradzić na to żeby panienka mnie nie wołała?
— Nie pozwolimy się jej obudzić.
— To niemożebne mój książę, panienka kilkakrotnie budzi się w nocy.
— Ma widocznie tę samą chorobę, co ja — zauważył spokojnie Richelieu.
— Co pan? — zawołała Nicolina i roześmiała się.
— No tak, i ja budzę się dosyć często, cho-