Strona:PL Dumas - Józef Balsamo.djvu/1500

Ta strona została przepisana.
CXXIII
POGAWĘDKA

Pan de Sartines potrzebował chwili czasu, aby przyjść do siebie po tak gwałtownem wstrząśnieniu.
Przed oczami miał ciągle grożącą mu lufę pistoletu, a na czole jakby czuł jeszcze dotknięcie żelaza.
Nareszcie zapanował nad sobą. — Panie — odezwał się, — masz nade mną pewną wyższość, bo wiedząc z kim mam do czynienia, nie przedsięwziąłem jednak żadnych środków ostrożności, jakie są zwykle stosowane względem pospolitych zbrodniarzy i przestępców.
— Ależ napróżno gniewasz się pan i unosisz, a nie spostrzegasz, jak jesteś niesprawiedliwym. Przybyłem tu, ażeby wyświadczyć panu przysługę.
Pan de Sartines poruszył się niespokojnie.
— Tak, panie — powtórzył Balsamo — przysługę, a pan nie doceniasz moich chęci; pan niepokoisz się spiskowcami, a ja właśnie chcę odkryć panu spisek.
Napróżno jednak Balsamo tracił słowa, gdyż pan de Sartines na niczem innem nie był w stanie