Strona:PL Dumas - Karol Śmiały.djvu/155

Ta strona została przepisana.

Nigdy, zresztą śmierć ojca nie była z taką obchodzona radością, jak to okazywał sam Delfin — teraz wcale nie ukrywał się ze swemi uczuciami, lecz owszem okazywał jawnie zadowolenie z tak pożądanego wypadku, który go natchnął filozoficznemi refleksjami.
— Ach, rzekł do najbliższych siebie, czemże jest świat i jakież to różne losy zsyła Pan Bóg nie jednemu na tej ziemi. Oto np. ja, najuboższy syn królewski ja, com od dzieciństwa znał jedynie cierpienia, męki i nędzę, trochę i ból, wyłączenie mnie z dziedzictwa i z miłości mego ojca, ja co żyłem z pożyczek i żebraniny, tak równie jak moja żona, nie mając na własność ani piędzi ziemi, nieposiadając nawet kamienia pod którym złożyłbym moją głowę — bez jednego grosza w kieszeni, żywiony z łaski i z miłosierdzia przez mojego wuja, dziś staję na pewnym gruncie, bo Bóg nagle, niespodzianie zsyła na mnie nieokreślone, niewypowiedziane szczęście. Jestem najbogatszym, najpotężniejszym królem chrześcijańskim, potężniejszym o wiele niż był mój ojciec, ponieważ mam obok siebie mego wuja, którą przyjaźń na zawsze pragnę zachować i zachowam.