Strona:PL Dumas - Karol Szalony.djvu/319

Ta strona została przepisana.

W godzinę potem prefekt wyszedł, pozostawiając ze skazanym księdza i nowomianowanego kata.
Nazajutrz, od godziny czwartej rano wielka ulica Saint-Denis, ulica aux Féres i plac Pilori, były przepełnione tłumami. We wszystkich oknach pełno było ludzi. Parkan około Grande-Boucherie i sztachety pałacu, mur cmentarza Saints-Innocents w pobliżu hall, zdawały się załamywać pod ciężarem ciekawych. Godzina siódma wyznaczona była na egzekucyę.
O szóstej i pół dreszcz elektryczny przebiegł wszystkich. Hałas wielki, który się podniósł od strony więzienia Châtelet, uwiadomił zebranych na placu Pilori, że skazany przestąpił próg więzienny. Wyprosił on sobie u swego byłego pomocnika, a dziś zastępcy, od którego ta ostatnia łaska zależała, że nie wieziono go na ośle, ani też na czarnym wozie. Szedł krokiem pewnym pomiędzy księdzem i nowym katem i kłaniał się ręką tym, których poznawał.
Nakoniec orszak przybył na plac du Pilori i wszedł w koło, utworzone przez, oddział łuczników królewskich. W środku koła stał pieniek obok kupy piasku. Koło, które się rozwarło dla skazanego i jego orszaku, zamknęło się znów za nim. Krzesła i ławki ustawione były dla tych, którzy, zanadto oddaleni, widziećby nie mogli przez głowy wcześniej przybyłych. Wszyscy zajęli swoje miejsca na tym zaimprowizowanym okrągłym amfiteatrze, którego najwyższe piętro stanowiły dachy domów okolicznych i którego środkiem i punktem głównym był ów pień i owa kupa piasku.
Cappeluche przystąpił wprost do pieńka, przysunął go do kupy piasku, od której zdawał mu się być zanadto oddalony, popróbował, czy dobrze stoi i nie waha się na kamieniach bruku, i raz, jeszcze ostrość miecza ka-