Strona:PL Dumas - Kawaler de Chanlay.djvu/205

Ta strona została przepisana.

Dubois ma, słuszność! Powinnienem oddać tego młodzieńca w ręce sędziów: oni go sądzić będą, nie ja. A zresztą — dodał z uśmiechem — przecież pozostaje mi prawo ułaskawienia...
Uspokojony przypomnieniem tego królewskiego przywileju, który wykonywał w imieniu Ludwika XV, podpisał z pośpiechem i, zadzwoniwszy na służącego, poszedł się ubierać.
W dziesięć minut po jego wyjściu drzwi otworzyły się zcicha. Dubois wsunął ostrożnie swą lisią głowę, zobaczył, że w pokoju nie ma nikogo, podszedł do stołu i rzuciwszy okiem na papier, uśmiechnął się z tryumfem na widok podpisu Regenta. Złożył we czworo rozkaz uwięzienia, włożył go do kieszeni, i wyszedł rozpromieniony.
Gdy Gaston powrócił od rogatki i wszedł do swego pokoju w oberży, zobaczył stojącego przy piecu kapitana La Jonquiére i popijającego hiszpańskie wino, którego butelka, świeżo otworzona, stała na stole.
— Kawalerze — zaczął kapitan, który czytał w sercu młodzieńca tak, jakby było szklane — jest tu list do ciebie.
— Z Bretanii? — zapytał Gaston ze drżeniem.
— Nie, z Paryża. Ładne, kobiece pismo.
— Gdzie jest ten list? — wybuchnął Gaston.
— Zapytaj gospodarza. Miał go w ręku, gdym wchodził.