Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/1440

Ta strona została przepisana.

mając żonę taką śliczną jak ty, zamiast być kochankiem wszystkich kobiet...
— Cóż dalej?
— Nie jest mężem swojej?
— Otóż to właśnie tajemnica, której ci nie mogę powiedzieć, poeto.
— Dlaczego?
— Dlatego, powtarzam ci, że nie jest moją.
— A czyja?
— To tajemnica pana de Marande. Pójdź!
Jan Robert nie mając już nic do przeciwstawienia, dał się poprowadzić swej pięknej Aryadnie przez zakręty labiryntu przy ulicy Lafitte.
— Ha, mówił z cicha, zdaje się przynajmniej, że w tym labiryncie nie ma Minotaura.

VI.
Ulica Ulm.

Wiemy już, że mieszkanie pani de Marande było na pierwszem piętrze budynku, stanowiącego prawe skrzydło pałacu przy ulicy Lafitte. Pozostawimy tam Jana Roberta i panią de Marande, a to z powodu, który najbardziej wymagający z naszych czytelników uzna za słuszny, skoro drzwi od mieszkania pani de Marande starannie na dwa spusty zamknęły się za naszą parą zakochanych.
Cóżbyśmy wreszcie robili w pokoju tej uroczej pani de Marande, którą kochamy całą duszą? Pokój ten znamy.
Pójdźmy więc w dzielnicę mniej arystokratyczną, ku której zmierza ów świeżo wykwitły pod promieniami miłości poeta, którego zwiemy Ludowikiem.
Przybył on na ulicę Ulm. Gdyby go ktoś zapytał, jak tam przyszedł i przez jakie przechodził ulice, wprawiłby go w niemały kłopot.
Po przez niedosyć szczelnie przymknięte okiennice parteru, w którym mieszkała Brocanta, Babolin, Farys i Babylas z towarzyszami, Ludowik spostrzegł migotanie światła. Światło to zwiększało się lub zmniejszało kolejno, dowód, że mieszkańcy jeszcze się spać nie położyli, i że ktoś z tem światłem chodził z jednego pokoju do drugiego.
Ludowik zbliżył się i przyłożył oko do szczeliny. Ale