Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/1549

Ta strona została przepisana.

Uczony, jak mówiliśmy, czasami aż do pedantyzmu, wydawał się być chwilami najbardziej ograniczonem stworzeniem. Mówił o malarstwie, jak prawdziwy artysta, a nie umiał pociągnąć pęzlem po płótnie; rozprawiał o muzyce z zadziwiającą znajomością rzeczy, a nie znał ani jednej nuty.
Dnia jednego zażądał, aby mu przeczytano wieczorem Gwelfów i Gibelinów, a po skończonem czytaniu wskazał Janowi Robertowi główny błąd tego dramatu, z sądem tak dokładnym i sprawiedliwym, że aż Jan Robert zapytał:
— Czy mam honor mówić z kolegą?
— Z kandydatem na kolegę co najwyżej, odrzekł skromnie kapitan, chociaż mogę sobie rościć prawo do współpracownictwa w kilku tragedjach przedstawianych w końcu zeszłego stulecia, a mianowicie w tragedji „Genowefa Brabanckau, napisanej wspólnie z obywatelem Cecile i przedstawionej po raz pierwszy w teatrze Odeonu 14-go brumera roku VI.
Tydzień upłynął tym sposobem.
Zaprowadzono kapitana do wszystkich teatrów paryskich; zawieziono go konno na spacer do lasku Bulońskiego, gdzie okazał się jeźdźcem znakomitym; nakoniec starano się dla niego o wszelkie możliwe rozrywki, a kapitan do łez wzruszony, napomknął Petrusowi, że niezadługo dwaj jego przyjaciele, otrzymają od niego oznaki wdzięczności i przyjaźni.

IV.
Gabinety oddzielne.

W niedzielę, kiedy miało nastąpić pierwsze posiedzenie do portretu Pszczółki, Petrus oczekiwał w swej pracowni od ósmej zrana, chociaż goście jego przybyć mieli dopiero o dwunastej.
O dziesiątej kazał się zapytać kapitana, czy chce zjeść razem z nim śniadanie. Ale Jan trochę tajemniczo doniósł mu, że kapitan nie wrócił wczoraj do domu. Petrus na tę wiadomość uczuł zadowolenie. Obawiał się, aby Regina nie spotkała czasem kapitana.
Jeżeli natury takie, jak Ludowik i jak Jan Robert, czuły czasami wstręt do tego człowieka, cóż dopiero w porównaniu arystokratyczna organizacja Reginy?