Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/1579

Ta strona została przepisana.

Pielgrzymem tym był brat Dominik, odpoczywający pierwszy raz na drodze z Rzymu do Paryża.

IX.
List nauczyciela śpiewu.

Podczas, gdy ksiądz Dominik powraca do Paryża z sercem rozdartem w skutek bezowocnej pielgrzymki, niech czytelnicy nasi pozwolą się zaprowadzić na ulicę Macon do Salvatora. Tam dowiedzą się, jaki straszliwy wypadek sprowadził o siódmej rano Reginę do Petrusa. Salvator będąc kilka dni nieobecnym, powrócił właśnie do domu, gdy nagle trzy uderzenia we drzwi przerwały mu serdeczne powitanie Fragoli i pieszczoty Rolanda.
Po sposobie zakołatania, poznał jednego z trzech przyjaciół i poszedł otworzyć; był to Petrus. Salvator cofnął się o dwa kroki na widok zmienionej twarzy młodego człowieka. Pochwycił z żywością obie jego ręce.
— Przyjacielu, powiedział, spadło na ciebie wielkie jakieś nieszczęście, nieprawdaż?
— Nieszczęście niepowetowane, odrzekł Petrus głosem prawie niezrozumiałym.
— Znam jedno tylko nieszczęście niepowetowane, odrzekł z powagą Salvator, jest to utrata czci; a niepotrzebuję dodawać, że zarówno ufam twojej czci, jak mojej własnej.
— Dziękuję, odrzekł serdecznie Petrus, ściskając rękę przyjaciela.
— A zatem, jesteśmy mężczyźni, mówmy więc, jak na nas przystało. Co ci się przytrafiło, Petrusie?
— Czytaj, powiedział młody malarz, podając przyjacielowi pomięty list, który musiał być łzami oblany.
Salvator wziął list i rozłożył go, patrząc na Petrusa. Poczem, przenosząc wzrok swój z młodzieńca na papier, czytał:
Do Księżniczki Reginy de Lamothe-Houdan, hrabiny Rappt.
„Pani! Jeden z życzliwych i pełnych szacunku sług szlachetnej i starożytnej rodziny de Lamothe-Houdan, znalazł sposobność trafem, w którym widocznie jest ręka Opatrzności, oddania ci usługi tak znakomitej, jaką tylko istota ludzka zdolną jest oddać podobnej sobie istocie.