Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/1933

Ta strona została przepisana.
VI.
Gdzie Kamil de Rozas poznaje, iż nie tak łatwo przyszłoby mu zabić Salvatora, jak to był przyrzekł Zuzannie de Valgeneuse.

Przypominamy sobie, iż opuszczając pannę Zuzannę de Valgeneuse, przy końcu przedostatniego rozdziału, przyjacielowi naszemu Kamilowi zdawało się, iż znalazł bardzo łatwy sposób pozbycia się Salvatora, albo, jeżeli wolicie, Konrada, to jest prawego dziedzica rodu Valgeneusów.
Ale nie dość jest na tym świecie pełnym sprzeczności znaleźć środek na oswobodzenie się od tego, co nam zawadza; między środkiem a wykonaniem jest jeszcze przepaść.
Wskutek powziętego postanowienia Kamil de Rozan poszedł do Salvatora, ale nie zastawszy go, zostawił bilet swój wizytowy.
Jakoż nazajutrz po zajściu małżeńskiem, któreśmy opisali, Salvator pod swem prawdziwem nazwiskiem Konrada de Valgeneuse, kazał się zameldować szlachcicowi amerykańskiemu. Kamil cokolwiek wzruszony, jak to się wogóle zdarza w chwili stanowczej ludziom, którzy czynią szybkie postanowienia, wynikające raczej z ich temperamentu, aniżeli z namysłu, kazał służącemu poprosić Konrada do salonu, gdzie też za chwilę i sam się udał.
Lecz, aby dobrze zrozumieć to co nastąpi, powiedzmy, gdzie był Salvator nim przyszedł do Kamila.
Wracał od swej krewnej, panny Zuzanny de Valgeneuse.
Gdy zażądał widzieć się z młodą kobietą, odpowiedziano mu, że panna de Valgeneuse nie przyjmuje. Nalegał, ale napróżno. Lecz nasz przyjaciel Salvator był cierpliwy, i to, czego chciał, wiedział jak dopiąć. Wziął tedy drugi bilet wizytowy i pod swem nazwiskiem Konrada de Valgeneuse dopisał ołówkiem.
„Przychodzi w celu porozumienia się o dziedzictwo“.
Nigdy jeszcze żadne czarodziejskie słowo, nigdy cudowny talizman nie podziałał na otwarcie drzwi zaklętego pałacu z równym pospiechem.
Wprowadzono go do salonu, gdzie panna de Valgeneuse zjawiła się wkrótce.