Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/1983

Ta strona została przepisana.

Jest łotr, niegodziwiec bez czci i wiary, zdrajca nikczemny, który z ciernistej ścieżki powiódł cię i wtrącił w przepaść; ten to, Rino, w imię przebaczenia, jakie powołuję na twoją głowę, będzie ukaranym, jako zdrajca i nikczemnik; a gdy wykonam ten akt sprawiedliwości, wtedy, Rino, pójdę prosić Boga, ażeby gniew jego, jeśli się jeszcze nie rozbroił, na mnie spadł całym ciężarem. Żegnam cię więc, biedna żono! albo raczej do zobaczenia, gdyż ciało nie na długo przeżyć może duszę.
Po tej przemowie starzec skierował się do biurka, wziął listy, włożył je do kieszeni i miał już wyjść, gdy uchyliła się portjera i w cieniu ukazał się człowiek, którego nie mógł zrazu rozpoznać.
Podszedł ku niemu, był to hrabia Rappt.

XII.
W którym gwiazda pana Rappta poczyna blednąć.

— O! szepnął głucho, spostrzegłszy hrabiego Rappta marszałek de Lamothe-Houdan, a twarz jego przybrała uroczysty wyraz, ta twarz wyrażająca zazwyczaj dobroć. On! powtórzył, rzucając na hrabiego błyszczącem okiem i spoglądając na sposób pioruna gotującego się uderzyć.
Hrabia Rappt, jak to widzieliśmy, był odważny, śmiały, pełen krwi zimnej i odwagi, a jednak niech kto chce rozwiąże ten fenomen, jego krew zimna, odwaga, śmiałość znikły odrazu przed marszałkiem, jak wały miasta obleganego przed nieprzyjacielem zwycięzcą! Tyle błyskawic tryskało z oczu obrażonego starca, tyle strasznych pogróżek rzucał wzrok jego, iż hrabia nic nie odgadując, zadrżał mimowoli.
Sądził, że pan de Lamothe-Houdan dostał pomieszania zmysłów po śmierci żony. Przypisywał bystrość jego spojrzenia warjacji, wziął jego gniew za rozpacz i przedsięwziął go pocieszać. Próbował tedy nabrać potrzebnego spokoju, żeby wyrazić z całą przyzwoitością zmartwienie, jakiego doznał, z powodu śmierci księżnej i współczucia, jakiem był przejęty dla boleści marszałka. Zbliżył się do pana de Lamothe-Houdan, schylając głowę na znak smutku i współczucia.
Marszałek pozwolił mu postąpić trzy czy cztery kroki.