Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/264

Ta strona została przepisana.

siła go, żeby ją zostawił samą; tym sposobem, gdy Kamil wchodził, mogło być pół do jedenastej wieczorem. Było to zapóźno, aby samej wracać do Vanvres!
Kamil ofiarował księżniczce pokój swego przyjaciela Kolombana. Księżniczka trochę się wzdragała, lecz na zapewnienie, że jest zasuwka przy drzwiach, przystała.
A teraz, istniała li czy nie istniała owa zasuwka? byłaż ona zasunięta, czy nie? O tem dowiemy się zapewne przy pierwszem spotkaniu ujmującego Kamila i pięknej Chante-Lilas.

III.
Burza nocna.

Ponieważ zupełnie nie wiemy, aż dotąd przynajmniej, co się działo podczas owej nocy, przypatrzmy się Kamilowi w chwili, kiedy nazajutrz około godziny jedenastej zrana, przychodzi pod drzwi Karmelity i zatrzymuje się trochę rozmarzony, zanim zapukał.
O czem marzył Kamil.
Kamil marzył o trudnem przedsięwzięciu, niepodobnem prawie, które wykonać pragnął. Znał Karmelitę, wiedział, że cnota jej oparta jest na surowych zasadach, a do tego głęboko zakorzenionych. Trzeba więc było dla zwalczenia jej użyć siły, albo też nadzwyczajnej zręczności. Kamil był tyleż zręcznym, co silnym.
Badał Karmelitę od dawna, jak generał, który przegląda plac boju przed bitwą.
Czy podług przykładu Malherbea, wziąć ją regularnem oblężeniem, to jest tysiącem grzeczności i czułych zabiegów. Albo też zdobyć ją głodem, siłą, sypiąc szańce i szturm przypuszczając. Nie, cała ta strategja byłaby bezskuteczną. Można było zwyciężyć tylko podstępem.
Kamil zatrzymał się więc nad tym środkiem i takie powziąwszy postanowienie, czekał chłodno na sposobność.
Usypiał on ostatnie poruszenia serca, ostatnie pragnienia imaginacji, zostawiając na później rozbudzenie się tych pragnień, podczas krótkiej chwili, gdy zostawał pod drzwiami Karmelity.
Wszedł.