Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/342

Ta strona została przepisana.

zał mu pędzić co tchu do Bas-Meudon. Pan Jackal utrzymując, że Opatrznością jest dobrze urządzona policja, spodziewał się, że jego posłaniec przybędzie na czas, on jednak przybył w chwili, gdy inni już dostali się do pawilonu Kolombana, a więc przybył zapóźno.
W powszechnym zgiełku nie zwrócono uwagi na tego agenta. On spostrzegł list adresowany do panny Reginy de Lamothe-Houdan, do panny Lydii de Marande i do panny Fragoli Ponvoy: wziął ten list i zaniósł do pana Jackala, który przeczytał go, równie jak list adresowany do Dominika, potem rozkazał wziąć świeżego konia i odwieść list na miejsce.
To też właśnie uczynił agent pana Jackala, kiedy dwaj młodzieńcy spostrzegli tego ostatniego w rozmowie z człowiekiem czarno ubranym, którego koń przywiązany był do drzwi karczmy. Pan Jackal mówił mu po cichu, że może pójść spać, a prefekt policji nie zapomni jak on rozumnie i prędko spełnił otrzymane zlecenia.

XVIII.
Filantrop wiejski.

Widzieliśmy jak odszedł brat Dominik, który wezwany do łoża pana Gerarda, udał się do zacnego człowieka chorego tak mocno, że całe miasteczko i okolica drżały z niepokoju.
Bo też pan Gerard był filantropem w całem tego słowa znaczeniu. Przytoczmy co o nim opowiadano.
Pan Gerard, było to rzeczą niezaprzeczoną, był najbogatszym z mieszkańców Vanvres i okolicy; nikt nie znał cyfry jego dochodów, a gdy zapytywano o to jakiego wieśniaka, odpowiadał nieodmiennie:
— Pan Gerard tak jest bogaty, że sam nie wie ile ma.
Mówiono, że dawniej mieszkał około Fontainebleau, w pysznej posiadłości, którą zaniedbał z powodu nieszczęść, jakie go tam dotknęły.
Był dawniej opiekunem dwojga prześlicznych dzieci, które przepadły gdzieś bez wieści, że nikt i nigdy o nich nic się dowiedzieć nie mógł; był kochankiem kobiety, którą uwielbiał, a zastał ją raz wracając do domu, zagry-