Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/384

Ta strona została przepisana.

pił witryolu. Wyszedłem, przebyłem ogród, zataczając się stanąłem na polu, ale zaledwie uszedłem dwieście kroków na drodze do Morsang, kiedy drzewa zaczęły mi się kręcić, niebo wydało się ognistem, a ziemia z pod nóg mych ustępowała. Upadłem na skraju drogi. Nazajutrz znalazłem się w łóżku; zdawało mi się żem wyszedł z rąk straszliwej zmory! Zadzwoniłem. Przybiegła Orsola.
— Czy to prawda, że Gertruda umarła, czy mi się śniło?
— Prawda, odrzekła.
— Ależ... dodałem wahające, umarła... otruta!
— Bardzo być może.
— Jakto, być może? zawołałem.
— Tak, rzekła Orsola, tylko strzeż się wspominać o tem; gdyż, ponieważ nic nie przyjmowała tylko z mojej ręki lub z twojej, to mógłby kto powiedzieć, że myśmy ją otruli.
— A dlaczegożby to miano powiedzieć?
— Ha! spokojnie odpowiedziała Orsola, świat taki złośliwy!...
— Ależ, trzebaby zaznaczyć powód takiej zbrodni, rzekłem cały wystraszony.
— Znaleźliby jeden.
— Który?
— Powiedzianoby, że się naprzód pozbyłeś dozorczyni, ażeby następnie łatwiej pozbyć się dzieci, po których masz wziąć spadek.
Wydałem okrzyk i schowałem głowę pod kołdrę.
— O! nieszczęśliwy, szepnął mnich.
— Zaczekaj! zaczekaj! odezwał się umierający, to jeszcze nie koniec... tylko nie przerywaj mi, czuję się bardzo słabym.
Brat Dominik słuchał, z piersią dyszącą, z sercem ściśnionem.

IV.
Gdzie Pająk roztacza sieci.

Pan Gerard mówił dalej:
— Śmierć Gertrudy nie obudziła żadnych podejrzeń; wznieciła tylko wielką boleść. Dzieci nadewszystko były niepocieszone. Orsola chciała przy nich zastąpić Gertrudę,