Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/853

Ta strona została przepisana.

— Tak, panie, odpowiedziałam, ale z tą różnicą, że ja poszłam za nim dobrowolnie, że wypowiem głośno, iż on mi ocalił życie, jemu winnam wszystko...
Hrabia przerwał mi.
— „Wypadek ten jest przewidziany paragrafem następującym, rzekł. Proszę czytać“.
Czytałam:
„356. Gdyby dziewczyna nie mająca lat szesnastu zezwoliła na porwanie lub dobrowolnie poszła za uprowadzającym, a ten był pełnoletnim, po skończeniu dwudziestu jeden lat lub więcej... “
— „Pan Justyn, przerwał hrabia, miał wtedy właśnie lat dwadzieścia dwa; dowiadywałem się o jego wiek. Czytaj pani dalej.“
Dokończyłam.
— „Po skończeniu dwudziestu jeden lat lub więcej, skazanym będzie do ciężkich robót czasowo.“
Książka wypadła mi z rąk.
— Ale zamiast kary, zawołałam, Justym zasługiwałby na nagrodę.
— „To właśnie, odrzekł hrabia zimno, ocenią trybunały. Ale winienem panią z góry uprzedzić, że za uprowadzenie małoletniej, za przechowanie jej u siebie, za chęć zaślubienia jej bez pozwolenia rodziców, wiedząc zwłaszcza, że ta małoletnia jest bogatą, wątpię, ażeby trybunały uchwaliły panu Justynowi nagrodę cnoty.“
— O! zawołałam.
— „W każdym razie, sprobój pani uciec, rzeki hrabia, a rzecz niebawem się rozstrzygnie “.
Dobył z kieszeni papier i rozwinął go. Papier ten nosił na sobie cechę rządową.
— Co to takiego? zapytałam.
— „Nic; to upoważnienie wydane z góry do aresztowania osoby noszącej nazwisko pana Justyna i jak pani widzisz, złożone w moje ręce. W godzinę po pani ucieczce, los jego będzie w rękach trybunału“.
Czułam pot roszący mi czoło; nogi się podemną zachwiały: upadlam na najbliższe krzesło. Hrabia się schylił, podniósł kodeks i położył go na moich kolanach otwarty.
— „Zostawiam pani tę książeczkę... Namyśl się nad artykułami 354, 355 i 356 i nie utrzymuj, że wolno ci uciec“.