Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/869

Ta strona została przepisana.

— Tak, a jednak, trzeba się z nim zmierzyć, nieprawdaż? mówił dalej Salvator, taka jest twoja myśl i moja również.
— Gdybym poszedł do tego człowieka? zawołał Justyn zrywając się z krzesła, jakby gotowy do wyjścia.
— Gdybyś poszedł do niego, Justynie, rzekł Salvator, kazałby szwajcarowi ująć cię i odprowadzić na policję.
— Ale gdybym poszedł ja, starzec? rzekł Miller.
— Pan?... kazałby cię wziąć służącym i odprowadzić do szpitala obłąkanych.
— Więc cóż robić? zawołał Justyn.
— To co robi nasza matka: modlić się... rzekła Celestyna.
Rzeczywiście, matka modliła się po cichu.
— Ależ nareszcie, rzekł Justyn, rozmawiając z nią, masz więc nam jeszcze coś do powiedzenia.
— Tak, chcę dokończyć opowiadania. Mina była pełną dziwnej godności i niewieściego wstydu... To święta dziewica, Justynie! kochaj ją całą duszą.
— O! wykrzyknął młodzieniec, kocham ją, kocham!
— Loredan oddalił się, pozostawiając Minę samą. Wtedy ja się zbliżyłem do niej, gdy klęcząc wzywała rady i pomocy Boga. Dość mi było wymówić imię twoje, ażeby dać się jej poznać. Zapytała mnie równie jak ty: „co robić?“ a ja, zarówno jak tobie, odpowiedziałem: „czekać i nie tracić nadziei!“ Wtedy odpowiedziała mi ze wszystkiemi szczegółami porwanie swe i jego następstwa, między innemi, jak jadąc w karecie przez ulice Paryża, zmuszoną była dla doręczenia ci listu, owinąć nim zegarek... Zegarek ten, domyśliłem się, musiał być u kobiety, co ci list przysłała; poszedłem do niej i kazałem oddać. Brocanta zaprzeczała, Róża oddała mi go.
Justyn znowu ucałował zegarek.
— Wiesz już resztę, rzekł Salvator, a niebawem powiem ci, co należy czynić.
To rzekłszy, skłonił się dając znak Justynowi, ażeby go odprowadził. Justyn zrozumiał i poszedł za nim.

VIII.
Wtajemniczenie.

Dwaj przyjaciele weszli do sypialni Justyna.
— Teraz, rzekł Salvator opierając rękę na ramieniu Ju-