Strona:PL Dumas - Mohikanowie paryscy T1-18 v2.djvu/922

Ta strona została przepisana.
XV.
Stypa Pogrzebowa.

W kwadrans po scenie, którą opisaliśmy, Herwey wprowadzi! wszystkich zebranych na smutną ceremonię do wielkiej komnaty, która niegdyś była zbrojownią.
Ogromna sala podłużna, oświecona oknami o szybach kolorowych, obwieszona była pamiątkami: herby, tarcze, zbroje, chorągwie i miecze dawnych panów na Penhoel, tam się znajdowały.
Księdza tylko brakowało.
Domyślano się, że został z hrabią, aby mu opowiedzieć ostatnie chwile Kolombana.
Rozmowa pomiędzy zebranymi prowadzona zrazu cichym głosem, niebawem stała się głośną.
Najstarszy ze zgromadzonych, starzec białowłosy, który znał ostatnich pięciu hrabiów de Penhoel, opowiadał co słyszał od ojców i praojców swoich o ich czynach.
Z kolei zabrała głos staruszka i sławiła cnoty pań z tego domu.
I tak oczekując na hrabiego, opowiadali sobie dziesięciowiekową przeszłość, która dziś zakończyła się w samotnym grobie.
Stary Herwey obchodził wszystkich, serdecznie ściskał im ręce i opowiadał także zasłyszane wypadki, jako i te, na które sam patrzał. Lecz skoro doszedł do swego młodego pana, skoro próbował opowiedzieć życie jego, czysty i pogodny wiek dziecięcy, burzliwą młodość Kolombana, wtedy łkania wydobyły się ze wszystkich piersi.
Kolomban tak niedawno był w Penhoel, widziano go, witano, rozmawiano z nim... Prawda, smutny był bardzo, lecz któż mógł przypuścić, że smutek ten śmiercią się skończy?
Herwey posłyszał nadchodzącego pana swojego: podbiegł i drzwi otworzył.
Hrabia blady, z twarzą łzami pooraną, ale spokojny, ukazał się na progu.
Dominik wszedł za nim.
Starzec powitał z szacunkiem zgromadzonych chłopów.
— Ostatni syna mojego przyjaciele, rzekł, którzy odprowadziliście do grobu nazwisko Penhoel, żałuję, że nie mo-