Strona:PL Dumas - Naszyjnik Królowej.djvu/349

Ta strona została przepisana.
II
OLIWJA ZACZYNA BYĆ W STRACHU

Szkoda wielka, że Beausire oczom swoim, które miał doskonałe, nie zaufał; zamiast puszczać się na domysły, byłby sobie oszczędził dużo zmartwień i zawodów. Była to rzeczywiście panna Oliwja w karecie z mężczyzną i gdyby Beausire spojrzał był powtórnie, poznałby go napewno.
Panna Oliwja, według zwyczaju, wyszła rano do ogrodu Luksemburskiego i, zamiast powrócić o drugiej na obiad, została zatrzymana przez znajomego z balu Opery.
Gdy opuszczała kawiarnię w ogrodzie, i uśmiechała się zalotnie do jej właściciela, u którego posilała się codziennie, Cagliostro ukazał się w alei, podbiegł do niej i wziął za rękę.
Przeraziła się i krzyknęła.
— Dokąd pani idzie? — zapytał.
— Wracam do siebie, na ulicę Delfina.
— A to się ucieszą ludzie, oczekujący tam na panią! — odparł nieznajomy.
— Ludzie... którzy na mnie oczekują... co to znaczy? Ależ nikt nie czeka na mnie.
— Wierz mi, pani, że tak jest; najmniej dwunastu...
— Dwunastu gości! — zawołała Oliwja — przerażasz mnie pan!...
— Przeraziłbym gorzej, gdybym pozwolił ci wrócić do domu.
— Dlaczego?...
— Boby cię zaaresztowano, moja kochana.
— Nie uczyniłam nic złego — powiedziała.
— Za cóżby mnie aresztowano?
— A wiesz, za co kobiety do więzienia zamykają? Za intrygi, za fraszki.