Strona:PL Dumas - Naszyjnik Królowej.djvu/407

Ta strona została przepisana.
XII
DWA SERCA ZAKRWAWIONE

Nazajutrz po dniu, w którym Andrea ujrzała królowę, uciekającą od Charny‘ego, klęczącego przed nią, panna de Taverney, podług zwyczaju, weszła do buduaru w godzinie ranego ubierania królowej, przed samą mszą dworską. Zastała Marję Antoninę samą jeszcze. Odczytywała ona bilecik pani de la Motte i uśmiechała się.
Andrea bledsza, niż zwykle, surowa i sztywna, z wyrazem smutku na twarzy i w całej postaci, stanęła nieopodal królowej. Skromnie ubrana, w ciemnej sukni, wyglądała na zwiastunkę nieszczęścia.
Królowa była roztargniona; nie spostrzegła zatem powolnego i poważnego wejścia Andrei, ani oczu, zaczerwienionych od łez, ani bladości oblicza i drżących rąk.
Skinęła głową przyjaźnie i rzekła:
— Dzień dobry, kochanko.
Andrea czekała, aby królowa zaczęła rozmowę.
Czekała, pewna, że jej milczenie i nieruchomość zwrócą uwagę Marji Antoniny.
Tak się też stało. Nie odebrawszy odpowiedzi, tylko ukłon głęboki, królowa odwróciła głowę i spostrzegła twarz bladą i postać, pełną wyrazu boleści.
— O! Boże mój! co ci jest, Andreo? — zawołała — czy cię nieszczęście jakie spotkało?
— Tak, pani, wielkie nieszczęście — odpowiedziała młoda kobieta.
— Co takiego?
— Jestem zmuszona opuścić Waszą Królewską Mość...
— Co cię zmusza do tego?
— Nie jestem szczęśliwa w moich uczuciach...