Strona:PL Dumas - Naszyjnik Królowej.djvu/664

Ta strona została przepisana.
LV
MAŁŻEŃSTWO

Tego dnia, kiedy nastąpiło wykonanie wyroku wyszedł król w samo południe ze swego gabinetu w Wersalu i temi, dość ostremi wyrazami przemówił do hrabiego Prowancji:
— Panie, muszę dziś być na mszy ślubnej. Nie mów mi, proszę, o gospodarstwie, o oszczędnościach... byłoby to złą wróżbą dla nowożeńców, których kocham i których dobro mam na względzie.
Hrabia Prowancji zmarszczył czoło, lecz uśmiechnął się po chwili i skłonił się nisko.
Król, krocząc w otoczeniu swej świty, uśmiechał się lub srożył do poddanych, których spotykał; uśmiechał się, lub srożył, stosownie do tego, czy widział na ich obliczu zadowolenie, lub niezadowolenie z obrotu wczoraj sądzonej sprawy.
W ten sposób dotarł do salonu, gdzie strojna, otoczona damami dworu i szlachcicami, czekała królowa.
Marja Antonina, pod różem, śmiertelnie blada, z uda nem zajęciem słuchała pani de Lamballe i pana de Colonne, grzecznie pytających o zdrowie.
— „Król!“ — zawołał jeden ze służby, i wśród haftów i koronek ukazała się postać Ludwika XVI; pierwszy uśmiech na progu przesłał królowej.
Marja Antonina wstała i poszła na powitanie króla, który zręcznie ucałował podaną mu rękę.
— Jest pani dziś uroczo piękna, — rzekł:
Ona uśmiechnęła się i wzrokiem znowu zaczęła szukać czegoś.