Strona:PL Dumas - Pamiętniki D’Antony T1-2.djvu/285

Ta strona została przepisana.

— Przysięgasz mi to?
— Na mój honor.
Robespier wziął znowu pióro. Powinieneś sobie winszować, rzekł on, że tak nieskazitelne u wszystkich zjednałeś o sobie mniemanie; od dawnego czasu pragnąłem cię poznać, od dawnego czasu pragnąłem z tobą się zobaczyć. Postrzegłszy niecierpliwość generała Marso, napisał piérwsze trzy litery swojego imienia, poczém się zatrzymał. Posłuchaj mię także, rzekł on patrząc nań wzrokiem badawczym, o pięć minut tylko cię proszę, za te pięć minut daruję życie tak drogie dla ciebie, zda mi się dostateczne wynagrodzenie? Marso skinieniem głowy dał znak że go słucha. Robespier mówił daléj: — Spotwarzono mię przed światem Marso; mało mię obchodzi sąd, których ja nie poważam, lecz ty jesteś jednym z tych rzadkich ludzi, których zaskarbienie przyjaźni jest mi najpożądańszém. Posłuchaj więc mię: