Strona:PL Dumas - Paulina.pdf/73

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ X

Ślub nasz odbył się w zamku Lucienne, pierwszych dni listopada; powróciliśmy więc do Paryża z początkiem pory zimowej.
Zamieszkaliśmy w naszym pałacu. Matka moja przeznaczyła mi intercyzą ślubną dwadzieścia pięć tysięcy liwrów pensji rocznej; hrabia oznajmił, iż posiada prawie tyleż. Dla matki pozostawało piętnaście tysięcy.
Dom nasz więc znalazł się w liczbie tych, które, jeżeli nie do najbogatszych, to przynajmniej do najwytworniejszych policzyć można było. Horacy przedstawił mi dwóch swoich przyjaciół i prosił, abym ich przyjęła jak braci; od sześciu lat połączeni byli z sobą węzłami takiej przyjaźni, że powszechnie nazywano ich nierozdzielnymi. Czwarty z nich, którego codziennie żałowali i o którym ciągle mówili, zabił się w roku zeszłym, w październiku, polując w górach Pirenejskich, gdzie miał zamek.
— Nie wymienię ci nazwisk tych dwóch młodych ludzi — dlaczego? — zrozumiesz to przy końcu mego opowiadania; że jednak będę musiała o nich mówić, nazwę jednego Henrykiem, a drugiego Maksem.
Nie powiem ci też, czy byłam szczęśliwa: uczucie, jakiego doświadczałam dla Horacego, było i będzie zawsze niewytłumaczone; było to, że tak powiem, uszanowanie, połączone z bojaźnią; zresztą tego samego wrażenia doświadczali wszyscy, którzy się do niego zbliżali. Nawet dwaj jego przyjaciele rzadko kiedy się z nim sprzeczali, a zawsze ustępowali mu, jeżeli nie jak panu, to jak bratu starszemu. Chociaż zręczni w ćwiczeniach ciała, nie mieli oni jego siły.
Hrabia przemienił w zamku salę bilardową na salę fechtunku, a jedna z alei ogrodowych przeznaczona była