Strona:PL Dumas - Sylwandira.djvu/611

Ta strona została przepisana.

— Zanieść natychmiast margrabiemu de Royancourt.
Breton szedł zmiénić suknie, gdy spotkał na schodach swojego pana; pokazał mu tedy ów list, zapytując zarazem spojrzeniem, czy miał go zanieść podług adresu.
Roger miał uledz pokusie i wziąć go, gdy usłyszał po za drzwiami szelest jedwabnéj sukni; domyślił się, że Sylwandira szpiegowała go.
— List od pani do pana de Royancourt, — rzekł służący.
— Dobrze; zanieś go natychmiast podług adresu, — odrzekł Roger, — i powiedz odemnie margrabiemu, że niegrzecznie z jego strony, iż nas tak zaniedbuje; że już tydzień jak go nie widziałem, i że pod tym tylko warunkiem przebaczę mu tę obojętność, jeżeli przybędzie do nas dziś na obiad.
— Ależ, panie... — rzekł Breton.