Strona:PL Dumas - Towarzysze Jehudy.djvu/133

Ta strona została przepisana.

— Polegamy — odparł prezydujący — na twym rojalizmie i lojalności.
— Pozwólcie tedy, przyjaciele, że pożegnam was zaraz. Chcę już przede dniem być na drodze do Paryża, a mam jeszcze jedną wizytę przed odjazdem.
— Idź — rzekł prezydujący, biorąc Morgana w ramiona. — Inny powiedziałby: „Bądź mężny i odważny!“ Ja mówię: „Bądź ostrożny“.
Młodzieniec pożegnał uśmiechem przyjaciół, zawinął się w płaszcz, nasunął kapelusz na oczy i wyszedł.


IX.
Romeo i Julia.

Koń Morgana był już gotów do drogi.
Zaledwie młodzieniec wskoczył na siodło, wrota klasztoru rozwarły się przed nim; koń pomknął ostro, jakby już zapomniał o odbytej niedawno drodze.
Za wrotami Morgan po krótkiej chwili wahania skręcił na prawo; czas jakiś jechał wzdłuż ścieżki, prowadzącej od Bourg do Seillon, skręcił znowu na prawo poprzez pole, zanurzył się w las, wkrótce wyjechał z drugiej strony lasu i wyjechał na gościniec bity Pont-d’Ain i po pół godziny jazdy zatrzymał się przy grupie domów, zwanej obecnie Maisons-des-Gardes.
Nad jednym z tych domów wisiał pęk ostrokrzewu, wskazujący, że tu odpoczywali i posilali się włościanie i piesi podróżni.